Firmy rodzinne w Polsce: fortuna, sukcesja i pieniądze, które nie chcą zostać w rodzinie

Firmy rodzinne w Polsce: fortuna, sukcesja i pieniądze, które nie chcą zostać w rodzinie

Firma
Firma Źródło: Shutterstock
Ile firm rodzinnych ma Polska? Nikt nie wie na pewno. Wiadomo jednak, które z nich, notowane na giełdzie, zarabiają najwięcej.

Ile firm rodzinnych mamy w Polsce? To jedna z największych zagadek polskiego biznesu. Eksperci i rządowe instytucje prześcigają się w szacunkach, a rozbieżności są kolosalne. Jedni przyjmują opcję ekstremalną, stając na stanowisku, że właściwie każda polska firma jest firmą rodzinną – i twierdzą, że w Polsce działa ok. 3,5 mln przedsiębiorstw rodzinnych. Drudzy, jak Główny Urząd Statystyczny, szacują, że w kraju mamy ok. 2 mln firm rodzinnych. Jeszcze inne liczby prezentuje Ministerstwo Rozwoju, według którego w Polsce działa ok. 820 tys. firm rodzinnych. Skąd ten bałagan?

Podstawowa przyczyna jest prozaiczna – w polskim prawie nie istnieje coś takiego jak oficjalna definicja przedsiębiorstwa rodzinnego. Każdy ekspert czy instytucja sam decyduje, jaką firmę można nazwać rodzinną, a jaką już nie. Dla potrzeb naszego rankingu 100 największych polskich firm rodzinnych posłużyliśmy się prostą definicją – firma rodzinna to taka, w której dokonała się już sukcesja, albo taka, w której na wysokich stanowiskach – w zarządzie, radzie nadzorczej lub akcjonariacie – występuje co najmniej dwóch członków rodziny kontrolującej dany biznes. Ta definicja pozwoliła odsiać sporo dużych firm, które są i polskie, i prywatne, ale trudno w ich przypadku znaleźć element „rodzinności".

Ile rodziny w firmie

Za największą polską firmę prywatną uchodzi sieć marketów Dino, kontrolowana przez Tomasza Biernackiego, najbogatszego człowieka w Polsce według zeszłorocznej Listy 100 najbogatszych Polaków „Wprost". Jednak oprócz samego Biernackiego w zarządzie, radzie nadzorczej czy akcjonariacie spółki nie ma żadnego innego członka jego rodziny. Trudno więc mówić o Dino jako o spółce rodzinnej, skoro w jej najważniejszych strukturach zasiadają menedżerowie spoza rodzinnego kręgu. Podobnie trudno za firmy rodzinne uznać chemiczny Synthos, producenta podłóg Barlinek czy armaturę łazienkową Cersanit – wszystkie kontrolowane przez Michała Sołowowa, ale bez udziału innych członków rodziny w kluczowych organach, choćby aktywnej biznesowo córki Karoliny. Analogicznie wygląda sytuacja w energetycznej Polenergii Dominiki Kulczyk czy chemicznym koncernie Qemetica Sebastiana Kulczyka.

Co innego w pozostałych dużych polskich przedsiębiorstwach, gdzie rodzinny charakter biznesu widać wyraźnie – i to on jest wspólnym mianownikiem setki firm, które trafiły do naszego bazowego rankingu.

Dzieci idą w biznes

W największych polskich przedsiębiorstwach mamy już całą masę przykładów, jak nestorzy przygotowują swoje dzieci do roli przyszłych sukcesorów. W grudniu zeszłego roku na stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej w drobiarskim gigancie Cedrob trafił Piotr Koźlakiewicz, 29-letni syn Mirosława Koźlakiewicza, byłego posła oraz twórcy firmy. Zmiany widać też w dwóch paliwowych gigantach ze Szczecina – spółce Arcturus Bunker oraz Oktan Energy – gdzie rolę prezesa i prokurenta objął 35-letni syn założycieli, Jan Bobrek.

Od kilku lat w nadzorze Wipaszu, potężnego producenta pasz i mięsa, zasiadają dzieci Józefa Wiśniewskiego, założyciela firmy – 34-letnia Lemka Wiśniewska i 7 lat młodszy Karol Wiśniewski. Jedni sukcesorzy trafiają do nadzoru, inni od razu do zarządu, jak w przypadku spółki Plichta z Wejherowa, największego prywatnego sprzedawcy samochodów z Grupy Volkswagen nad Wisłą. Obok Aleksandra Plichty w zarządzie zasiadają też 41-letni Marta i Bartosz Plichtowie, którzy kontrolują po 10 proc. udziałów w rodzinnym biznesie. 80 proc. wciąż trzyma nestor.

Takich przykładów rodzinnych powiązań w polskim biznesie można wymieniać długo. Wszystkie sto firm z naszego bazowego rankingu ma w sobie mniejszy lub większy element „rodzinności". Trzeba się cieszyć, że ten element w ogóle nadal jest, bo można podać też sporo przykładów dużych polskich firm, które choć rodzinne były, to zostały już sprzedane za granicę.

Kto przejmuje polskie firmy, gdy sukcesja się nie udaje

Tak było choćby ze znanym producentem autobusów Solaris z podpoznańskiego Bolechowa. Chociaż założyciele spółki, Krzysztof i Solange Olszewscy, mają dzieci, postanowili nie ryzykować przekazania im biznesu i sprzedali własną firmę. „Nie wiem, co powiedzieć, żeby dzieci się na mnie nie obraziły. Był oczywiście zawód i żal. Ale moje dzieci nie były gotowe na sukcesję. Wyrastały w innym świecie. Pod ciepłą kołderką. Chcieliśmy wszystko im dać. Nie były wystarczająco twardo chowane, jak ja z mężem" – tłumaczyła swoją decyzję Solange Olszewska w rozmowie z „Wprost". Chociaż jej syn pracował w rodzinnej firmie i mówił otwarcie, że jest gotowy ją przejąć po rodzicach, matka nie zaryzykowała. „Nie mogłam powiedzieć dzieciom – słuchajcie, weźcie firmę, poćwiczcie sobie trochę, a jak się Solaris rozleci, to trudno, będziemy robić coś innego. To była zbyt duża odpowiedzialność. Przede wszystkim za te 2,5 tys. zatrudnionych osób" – dodała. Polską firmę kupili Hiszpanie z koncernu motoryzacyjnego CAF. Miejsca pracy zostały zachowane, a marka Solaris przetrwała i nadal tworzy autobusy Made in Poland.

Za granicę sprzedany został też Konspol, stworzony przez Kazimierza Pazgana największy producent mięsa drobiowego w naszej części Europy. Choć firmę miały przejąć dzieci, rodzina tuż przed śmiercią założyciela zdecydowała się sprzedać biznes Amerykanom z Cargilla. W zeszłym roku z mapy polskich przedsiębiorstw rodzinnych zniknął też giełdowy TIM – jeden z największych dystrybutorów artykułów elektrotechnicznych w Europie. Chociaż Krzysztof Folta, założyciel spółki, ma syna, nie był on gotów przejąć rodzinnej firmy, więc właściciel musiał ją sprzedać – trafiła do Niemców z Grupy Würth. Polski nie jest już Bartimpex, fundament fortuny Aleksandra Gudzowatego, który choć zostawił po sobie syna, rodzinny biznes przekazał w ręce tajemniczego amerykańskiego inwestora ze szwajcarskim paszportem. Idąc dalej tym tropem, wymienić można jeszcze Techland od gier sprzedany Chińczykom, Black Red White od mebli sprzedany Austriakom, Kamis od przypraw sprzedany Amerykanom, Morpol od łososia sprzedany Norwegom czy ostatnio Graal od ryb w puszkach, przejęty kilka miesięcy temu przez Niemców z Lisnera.

To pokazuje, z jak dużą presją mierzą się polskie rodziny biznesowe – nie tylko operacyjną czy rynkową, ale przede wszystkim międzypokoleniową. Sukcesja jest dla wielu z nich największym testem trwałości, ważniejszym niż koniunktura gospodarcza czy zmiany regulacyjne.

Specyfika i problemy firm rodzinnych w Polsce

Polskie firmy rodzinne, mimo że budują trzon krajowej gospodarki, wciąż borykają się z podobnym zestawem wyzwań. Pierwszym jest właśnie brak wypracowanych mechanizmów sukcesji – większość dzisiejszych dużych biznesów rodzinnych powstała po 1989 r., a ich założyciele, teraz w wieku 60–70 lat, dopiero uczą się, jak w praktyce przekazać władzę i własność, często pierwsi w rodzinie stający przed takim wyzwaniem. Drugim problemem jest napięcie między profesjonalizacją zarządzania a chęcią zachowania rodzinnej kontroli – wejście na giełdę czy dopuszczenie zewnętrznych menedżerów bywa traktowane jako zagrożenie dla tożsamości firmy, choć w praktyce często jest warunkiem dalszego wzrostu. Trzecim wyzwaniem są podatki i prawo spadkowe, które w Polsce – w porównaniu z niektórymi krajami Europy Zachodniej – nie zawsze premiują utrzymanie firmy w rękach jednej rodziny przez pokolenia. Czwartym, coraz częściej wskazywanym problemem, jest dostęp do kapitału na dalszy rozwój bez rozmycia rodzinnej kontroli – stąd część firm rodzinnych decyduje się na debiut giełdowy, licząc na kapitał rynkowy przy jednoczesnym zachowaniu pakietu kontrolnego przez rodzinę założycielską.

To właśnie ta ostatnia grupa – firmy rodzinne, które zdecydowały się na obecność na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie – jest wyjątkowo interesująca z dziennikarskiego punktu widzenia. Giełda wymusza bowiem transparentność, jakiej nie znajdziemy w prywatnych spółkach – kwartalne raporty finansowe, jasno określone wyniki, porównywalne dane. Dzięki temu można w wiarygodny sposób sprawdzić, które z polskich firm rodzinnych faktycznie najlepiej sobie radzą finansowo, a nie tylko szacować ich kondycję na podstawie plotek czy deklaracji zarządów.

Trzon rankingu – i test na giełdzie

Ustalając bazowy ranking 100 największych polskich firm rodzinnych, posłużyliśmy się danymi agencji badawczej Dun & Bradstreet, biorąc pod uwagę wielkość przychodów za 2024 r. Na czele tej klasyfikacji stanęła gdańska spółka LPP, za którą kryją się takie znane marki odzieżowe jak Reserved, Cropp, House, Sinsay czy Mohito. Polski koncern odzieżowy kontroluje rodzinna fundacja Semper Simul, założona przez Marka Piechockiego, współtwórcę sukcesu LPP – a w najważniejszych organach spółki widać już nadejście nowego pokolenia: w zarządzie 37-letniego Marcina Piechockiego, w radzie nadzorczej 30-letnią Jagodę i 39-letniego Piotra Piechockich. Na drugim miejscu w bazowym rankingu znalazł się Inter Cars, dzisiaj największy dystrybutor części motoryzacyjnych w Europie i jeden z niewielu przykładów udanej sukcesji w dużym polskim biznesie – spółkę założył w 1990 r. Krzysztof Oleksowicz, a od kilku lat prowadzi ją już jego syn Maciej. Podium zamknęła Neuca, największy sprzedawca wyrobów farmaceutycznych w kraju, stworzona przez Kazimierza i Wiesławę Herbów, którzy do dzisiaj pozostają w radzie nadzorczej spółki.

Ale wielkość przychodów to tylko jedna miara siły biznesowej. Redakcja „Wprost" zdecydowała się pójść o krok dalej i odpowiedzieć na inne, równie istotne pytanie: które z notowanych na giełdzie polskich firm rodzinnych są dziś po prostu najbardziej zyskowne? Nie w skali roku, bo takie zestawienia powstają regularnie, ale w ujęciu najbardziej aktualnym – według wyników finansowych opublikowanych za ostatni raportowany kwartał.

Wyselekcjonowaliśmy zatem z naszej bazowej setki wszystkie spółki notowane obecnie na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, sprawdziliśmy ich najnowsze raporty okresowe i uszeregowaliśmy je według wysokości wypracowanego zysku netto. Efekt tej pracy – szczegółowy ranking najbardziej zyskownych giełdowych firm rodzinnych w Polsce, wraz z opisem metodologii i portretami liderów zestawienia – znajduje się w drugiej części naszego materiału.

Zdradzimy tylko, że na szczycie tej listy stanęła spółka, której zysk netto za ostatni kwartał wyniósł 535 042 000 zł – to biznes, który jeszcze kilkanaście lat temu był stosunkowo niewielkim domem maklerskim, a dziś stał się jednym z najbardziej rentownych podmiotów notowanych na GPW. Kim są liderzy tego rankingu, jak radzą sobie z presją giełdy i sukcesji jednocześnie oraz dlaczego akurat te firmy – a nie inne z naszej bazowej setki – wypracowały w ostatnim czasie najwyższe zyski? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w drugiej części naszego cyklu o polskich firmach rodzinnych.